niedziela, 3 listopada 2013

Słodkie wariacje w czterech aktach - "PTYSIE"


Któż z nas nie wspomina smaków dzieciństwa. Ptysie, eklerki, profiterolki… mmmmm…..palce lizać, ale co zrobić kiedy pomimo starań wszystko legnie w gruzach przy każdej próbie zrobienia ciasta parzonego? Przecież dobrze wiemy, że bez niego wspomniane łakocie istnieć nie mogą.

Jest ktoś, kto tajniki cukiernictwa zna od kuchni. Kto inny jak nie mistrz cukiernictwa będzie znał największe tajmnice kunsztu cukierniczego? Marcel, bo o nim mowa pomógł mi przygotować dla was "Słodkie wariacje z ciasta parzonego w czterech aktach". Mimo, że dziś jest fryzjerem i stylistą paznokci, szkolącym młodych adeptów sztuki kreowania wizerunku. To był czas, kiedy przez 11 lat szkolił uczniów w zawodzie cukiernik-ciastkarz. Dziś po latach, jego wiedza nieoceniona, pomaga mi na co dzień zmagać się z tą trudną dla wielu blogerów, dziedziną kulinarną.


Stare, zakurzone, nadszarpnięte czasem zeszyty i książki wróciły do łask… Oto ptysie, profiterolki (6.11.2013), łabądki (9.11.2013) i eklery (12.11.2013).


składniki:
ciasto:
- 250ml wody
- 250g mąki pszennej typ 550
- 120g margaryny
- 8 jajek (średniej wielkości)
- szczypta soli
- cukier puder (do posypania)
krem bezowy:
- 350g cukru
- 150g białek
- 150ml wody
- szczypta kwasku cytrynowego
- aromat cytrynowy lub pomarańczowy

przygotowanie:
Ciasto: zagotowujemy wodę z margaryną i solą (doprowadzamy do wrzenia). Po czym dodajemy mąkę i całość gotujemy przez 3-6 minut. W czasie gotowania masę należy mieszać, aby uniknąć jej przypalenia. Należy również zwracać uwagę na to, by nie tworzyły się grudki. Ciasto będzie gotowe, gdy przestanie przylepiać się do ścianek garnka. Zaparzoną mąkę studzimy ok 15 minut (ciasto musi być ciepłe, ale nie gorące). Następnie podczas mieszania (można ręcznie lub robotem z hakiem) dodajemy stopniowo całe jajka. Blachę smarujemy cienką!!! warstwą margaryny. Ciasto szprycujemy workiem cukierniczym nadając odpowiednią formę, w przypadku ptysiów szprycujemy ciasto w formie kół o średnicy 6cm. Pieczemy 30-35 min. w nagrzanym i „zaparowanym” * piekarniku (temp. 210 stopni). Kontrolujemy ptysie w trakcie pieczenia i nie otwieramy piekarnika.

* „zaparowany” – przed włożeniem ciasta, na dno piekarnika wlewamy 50ml wody.

Krem: Ubijamy białka na sztywno. Cukier i wodę gotujemy aż do uzyskania gęstego syropu cukrowego (pamiętajmy, żeby cukru nie doprowadzić do skarmelizowania). Podczas gotowania wody z cukrem, nie wolno mieszać, bo w przeciwnym razie cukier nam się skrystalizuje. Tak przygotowanym syropem, zaparzamy wcześniej ubite białka. W trakcie dolewania syropu, białka wciąż ubijamy. Po dodaniu całego syropu, ubijamy masę przez następną minutę. Na samym końcu dodajemy kwasek cytrynowy (ścina dodatkowo białka), a także aromat.

Ptysie po ostudzeniu przecinamy na pół, wypełniamy korpusy naszym kremem i składamy w całość. Tak gotowe ptysie posypujemy cukrem pudrem.



22 komentarze:

  1. pamiętam ptysie z takim właśnie kremem - jak byłam mała to chodziło się na nie do osiedlowej cukierni.... już jej nie ma, niestety a szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izu… ja ten krem też pamietam z dzieciństwa. Nie wiedziałem tylko, że tak łatwo go się robi. Gdy dzisiaj spróbowałem tego ptysia, od razu przypomniały mi się tamte czasy, gdy wracając z kościoła co niedzielę, szło sie do cukierni własnie na ptysie, eklery i gałkowane lody:)

      Usuń
  2. Jeśli to jest krem, jaki jadłam w ptysiach z naszej piekarni(juz ich nie robią:() to jesteś Wielka! Wypróbuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie… ja pamietam właśnie ten smak :)

      Usuń
    2. Przepraszam Adamie za pomyłkę:) Oczywiście jesteś Wielki!!!:)

      Usuń
  3. Krem wypróbuję na pewno :) Zapytaj Marcela kiedy poprowadzi dla nas warsztaty i od razu zapisz mnie pierwszą na listę uczestników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy tym kremie trzeba zwracać uwagę na dobrze zrobiony syrop cukrowy. Muszą się ciągnąć nitki, ale nie może zrobić się karmel… i nie wiedziałem, że najażniejsze to nie mieszać go w trakcie :) A co do warsztatów.. sama zapytaj :)

      Usuń
    2. ja też pomyślałam o warsztatach! :D Adaś ptysie cudne, nie takie jak moje plaskate :(

      Usuń
  4. Adam, one na prawdę wyglądają jak te z młodzieńczejcukierni, np. od Pellowskiego albo od Szydłowskiego! No i nie mów mi, że nie zjadłeś- nie uwierzę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Andzka... no zjadłęm, nie mogłem się powstrzymać.... :) dzisiaj na kolanach do katedry szedłem z tego powodu:) A wiesz, ze ten sam krem jest w ciepłych lodach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe nie przejmuj się! Każdemu się coś od życia należy :D
      Myślisz, że katedra Ci coś pomoże? Leć do Gosi na aerobik :D

      Usuń
  6. Wyglądają IDEALNIE i GENIALNIE! Czemu mi to robisz? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Daniel…. :) Gdybyś był tylko w pobliżu… dostałbyś do spróbowania :)

      Usuń
    2. No raczej! :D Jeśli starczy mi sił po wypiekach, zrobię jutro. Ciekawe czy też będą takie prefekt! :D

      Usuń
    3. *PERFEKT!
      Mam nadzieję, że ten błąd nie jest żadnym zwiastunem ... :)

      Usuń
  7. O takich ptysiach marzę, od kiedy prowadzę blog, czyli ponad dwa lata!!! Ale one wyglądają! Są idealne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bistruś… ale nic nie stio na przeszkodzie byś je zrobiła… Są własnie takie jak być powinny i to tylko zasługa Marcela :)

      Usuń
    2. Przepis już wydrukowałam :) w któryś listopadowy weekend zrobię podejście :)

      Usuń
  8. Jak z wystawy!
    Jako dzieciak pochłonęłam ich chyba z tonę :)
    Zapisuje przepis:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez wchromolilem setki i teraz odpokutowuje to nadwaga :)

      Usuń
  9. mega piękne! i jak tu nie jeść słodyczy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahah :) no fakt… cięzko być na diecie :)

      Usuń